Menu główne

Dominika Kazmierczyk

 

11 listopada okazją do gnębienia Polski

Jak co roku 11 listopada Polacy uczcili na ulicach miast, podczas pikników i defilad. W Warszawie odbył się coroczny Marsz Niepodległości, w którym wzięło udział aż 60 tys. osób. Ja osobiście w Marszu nie uczestniczyłam, ponieważ mam małe dzieci, a pogoda uraczyła manifestantów gradem;)

Ale jak widać, nawet przy tak niesprzyjającej aurze tysiące uczestników pojawiło się na marszu.

Jednak zagraniczna, a także polska lewicowo – liberalna prasa i inne media „rozszalały się”, nazywając marsz „faszystowskim” i „nazistowskim”.

Faktycznie, pojawiły się osoby z transparentami np. „Biała Europa”, były to jednak pojedyncze przypadki podczas pokojowej i spokojnej manifestacji w gąszczu biało- czerwonych flag i emblematów orła białego.

 


Gruzja w 2016

W 2016 roku głównym wydarzeniem w Gruzji były wybory parlamentarne. Gruziński oligarcha Bidzina Ivanishvili i i jego partia „Marzenie Gruzji” wygrała wybory uzyskując większość parlamentarną. Partia byłego prezydenta Gruzji, Saakashviliego „Zjednoczony Ruch Narodowy” otrzymała jedynie 27 miejsc w Parlamencie. Teraz ta partia jest w dodatku podzielona na dwie frakcje: lojalną wobec Saakshaviliego UNM oraz „Europejską Gruzję”.
W kraal rozwija się turystyka, a lokalni i zagraniczni inwestorzy budują hotele: od ogromnych, drogich poprzez średnie aż po malutkie. Rozwija się wiele biznesów z zagranicznych finansowaniem.
Każdego dnia jest jednak coraz mniej nadziei na wsparcie z Zachodu, a zwykli mieszkańcy ciężko pracują, by przetrwać.
Muszę podkreślić nieracjonalny, a może właśnie rozsądny optymizm, typowy dla Gruzinów. Pomimo wszelkich przeciwności jesteśmy pewni, że bogactwo i prawdziwy rozwój dopiero przed nami!

Raport o Polsce

Przygotowanie i opracowanie: Reduta Dobrego Imienia Polska Liga przeciw Zniesławieniom

Polska opozycja – próba destabilizacji państwa

W Warszawie i kilku innych polskich miastach miały miejsce kolejne demonstracje opozycji. Są one kontynuacją strategii przyjętej przez „totalną opozycję”, której siłą ma być „ulica i zagranica” – zgodnie ze słowami lidera PO Grzegorza Schetyny po przegranych wyborach w 2015 r. (…)

Spontaniczne protesty czy zaplanowana prowokacja?

Niektóre krajowe i zagraniczne media informowały o spontanicznym charakterze niedawnych protestów, zwłaszcza tych w ostatni piątek i sobotę (16 i 17 grudnia). Tymczasem sobotnia demonstracja opozycji została zarejestrowana już kilka dni wcześniej. Również wypowiedź Eugeniusza Kłopotka – polityka opozycyjnego PSL – stawia pod znakiem zapytania ich spontaniczność. W piątek rano, w programie telewizji publicznej „Gość poranka”, stwierdził on: „Dzisiaj pan zobaczy co będzie. (…) Znowu będzie wielka hucpa, walka, buczenie, krzyczenie i wyzywanie się. (…) Obawiam się, że w Sejmie jeszcze w tej kadencji może dojść do rękoczynów.”

W piątek wieczorem przewidywania posła zmaterializowały się. Może też dziwić, że protestu w sprawie wolności mediów opozycja nie rozpoczęła 14 grudnia, tj. w dniu przedstawienia przez Kancelarię Sejmu propozycji zmian w organizacji pracy mediów w Sejmie i Senacie, lecz dopiero 16 grudnia – w dodatku na posiedzeniu Sejmu nie dotyczącym mediów, lecz budżetu państwa. Daty ostatnich protestów opozycji wydają się nieprzypadkowe, bo 13, 16 i 17 grudnia to rocznice bardzo ważnych i jednocześnie tragicznych wydarzeń w dziejach Polski – wprowadzenia stanu wojennego, masakry górników i robotników na Śląsku i Pomorzu w 1970 i 1981 r. W ten sposób opozycja stara się porównywać obecną sytuację w Polsce do czasów komunistycznych, choć jest oczywiste – również dla opozycji – że jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Organizowanie protestów w tych właśnie dniach świadczy o działaniach planowanych, a nie spontanicznych.

Bardziej spontaniczna wydawała się niedzielna demonstracja poparcia dla rządu Prawa i Sprawiedliwości – nieplanowana, lecz zorganizowana w reakcji na demonstracje opozycji. Oficjalny powód: „wolne media” W środę, 14 grudnia, Kancelaria Sejmu przedstawiła propozycję zmian w organizacji pracy mediów w Sejmie i Senacie, m.in. powstania nowoczesnego Centrum Medialnego, studia telewizyjnego w budynku Sejmu, akredytacji dla Stałych Korespondentów Parlamentarnych itp. Poinformowano, że dziennikarze będą mieć nieograniczony dostęp do Centrum Medialnego, które miałoby być kluczowym miejscem współpracy polityków z mediami i w którym zostałyby zastosowane najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne. Uznano, że zmiany są konieczne, gdyż obecnie działalność mediów w Sejmie nie jest regulowana jasnymi i precyzyjnymi przepisami, a komunikacja parlamentarzystów z mediami często odbywa się w sposób chaotyczny i przypadkowy. Intencją zaproponowanych zmian było umożliwienie dziennikarzom i parlamentarzystom wykonywanie ich obowiązków zawodowych w sposób bardziej profesjonalny i komfortowy niż obecnie.

Ponadto, nowe rozwiązania miałyby zapewnić większy pluralizm i równy dostęp mediów do polityków, gdyż obecna sytuacja dyskryminuje wiele redakcji, zwłaszcza tych mniejszych, niezdolnych do konkurencji z dużymi koncernami medialnymi. Proponowane zmiany miały również na celu upodobnienie warunków pracy polskich dziennikarzy do tych, które panują w innych europejskich parlamentach, gdzie praca mediów odbywa się według ścisłych reguł 2 Przygotowanie i opracowanie: Reduta Dobrego Imienia Polska Liga przeciw Zniesławieniom i zasad. Zmiany w organizacji pracy dziennikarzy wzorowano na rozwiązaniach funkcjonujących w UE, np. w Parlamencie Europejskim w Brukseli czy w parlamentach Francji, Włoch, Czech lub Węgier.

Zaznaczono, że przedstawione propozycje dla pracy mediów w Sejmie są zdecydowanie mniej restrykcyjne niż w innych krajach UE i w Parlamencie Europejskim. Powyższe propozycje zostały jednak uznane przez opozycję za próbę ograniczania wolności mediów w polskim parlamencie, a nawet „zamach na wolne media”, o co oczywiście została oskarżona partia rządząca (Prawo i Sprawiedliwość). Opozycja postanowiła więc stanąć w obronie rzekomo zagrożonych mediów i zorganizowała demonstrację pod hasłem „Wolne media w Sejmie”. Można jednak mieć poważne wątpliwości czy rzeczywistym celem demonstracji opozycji była „obrona mediów”, o czym świadczy choćby fakt, że uczestnicy piątkowej demonstracji przed Sejmem próbowali różnymi (często agresywnymi) sposobami uniemożliwić reporterowi telewizji publicznej – uznawanej przez nich za „telewizję rządową” – prowadzenie relacji na żywo z trwającej demonstracji. Należy dodać, że w sobotniej demonstracji „w obronie wolnych mediów” uczestniczyli m.in. politycy byłej koalicji rządzącej PO i PSL, a także postkomunistycznej SLD. Są to partie, które w czasach poprzednich rządów praktycznie zmonopolizowały rynek medialny w Polsce uzyskując wpływ zarówno na telewizję publiczną, jak i największe telewizje prywatne, co spowodowało brak pluralizmu w mediach i bardzo jednostronny przekaz kierowany do społeczeństwa, tj. niemal bezkrytyczne poparcie dla ówcześnie rządzącej koalicji (PO-PSL) i agresywne zwalczanie ówczesnej opozycji (PiS).

Wielu niezależnych dziennikarzy zostało zwolnionych, a także poddanych inwigilacji. Warto nadmienić, że żadna instytucja UE nie widziała w tym wówczas zagrożenia dla polskiej demokracji. Generalnie, stawanie opozycji w obronie wolnych mediów – w sytuacji, gdy pluralizm medialny jest obecnie wyraźnie większy niż za czasów koalicji PO-PSL – jest mało przekonujące. Podobnie, mało wiarygodne są demonstracje KOD, który staje w obronie rzekomo zagrożonej demokracji w Polsce, podczas gdy polscy obywatele – w tym opozycja – korzystają z pełni praw i wolności demokratycznych (wolne wybory, wolność słowa, wolność zgromadzeń itd). Hipokryzją ze strony opozycji była też bezkrytyczna obrona Andrzeja Rzeplińskiego, który przez ostatni rok – jako prezes Trybunału Konstytucyjnego – nagminnie łamał prawo i Konstytucję, choć przez opozycyjne media był przedstawiany jako obrońca porządku konstytucyjnego w Polsce (kadencja prezesa Rzeplińskiego zakończyła się 19 grudnia, a 21 grudnia powołany został nowy prezes – Julia Przyłębska, z czym wiązane są nadzieje na zakończenie kryzysu konstytucyjnego i przywrócenie normalności w funkcjonowaniu Trybunału). Rzeczywisty powód: obrona przywilejów Jeśli obrona wartości demokratycznych (np. wolnych mediów) nie jest rzeczywistym powodem organizowania antyrządowych demonstracji przez opozycję, to powstaje pytanie: co nim jest w istocie? Biorąc pod uwagę kto inspiruje te demonstracje (beneficjenci transformacji ustrojowej w Polsce i systemu stworzonego po przełomie 1989 r., w tym ludzie dawnego reżimu komunistycznego), wydaje się oczywiste, że chodzi o utrzymanie dotychczasowego stanu posiadania, tj. licznych przywilejów i korzyści czerpanych przez wąską grupę społeczeństwa.

Taki polityczno-biznesowo-medialny układ oligarchiczny funkcjonował przez 8 lat rządów koalicji PO-PSL, ale rok temu został odsunięty od władzy (i przywilejów) w demokratycznych wyborach. W związku z tym, beneficjenci tamtej sytuacji – którzy do tej pory nie mogą pogodzić się z wynikiem wyborów – dążą do odsunięcia od władzy rządu Prawa i Sprawiedliwości, który chce te przywileje odebrać lub ograniczyć. W tym kontekście należy zauważyć, że na 16 grudnia zaplanowane było przyjęcie przez Sejm tzw. ustawy dezubekizacyjnej, mającej na celu obniżenie emerytur i rent funkcjonariuszom pełniącym służbę w latach 1944-1990 w komunistycznej Służbie Bezpieczeństwa. Celem ustawy nie jest karanie byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL, lecz odebranie im niesłusznie przyznanych przywilejów, tj. wysokich świadczeń emerytalnych i rentowych.

Pierwszą próbę obniżenia świadczeń emerytalnych podjęto w 2009 r., jednak nie była ona wystarczająco skuteczna. W rezultacie, byli funkcjonariusze organów bezpieczeństwa państwa PRL nadal pobierali bardzo wysokie emerytury (często ponad 10 tysięcy złotych), znacznie wyższe od przeciętnej emerytury (obecnie około 2 tysięcy złotych), co było postrzegane przez większość polskiego społeczeństwa jako rażąca niesprawiedliwość. Szczególnie bulwersujący był fakt, że byli funkcjonariusze komunistycznego reżimu pobierają znacznie wyższe emerytury niż działacze antykomunistycznej opozycji w czasach PRL. Tak więc, rzeczywistym powodem działań opozycji w ostatni weekend wydaje się chęć uniemożliwienia Sejmowi uchwalenia ustawy dezubekizacyjnej, obniżającej państwowe świadczenia pieniężne na rzecz pewnej uprzywilejowanej grupy społecznej. Środkiem do osiągnięcia tego celu miała być okupacja przez posłów opozycji (głównie PO i Nowoczesnej) sejmowej mównicy i fotela marszałka Sejmu, a za pretekst do tego nieparlamentarnego zachowania posłużyło wykluczenie przez marszałka Sejmu jednego z posłów PO z debaty budżetowej za jej zakłócanie.

Na marginesie, w poprzedniej kadencji marszałek Sejmu z PO również wykluczał posłów opozycji z obrad, ale nigdy nie skutkowało to tak histerycznymi reakcjami jak obecnie (posłowie opozycji, którzy od 16 grudnia okupują salę plenarną Sejmu, zapowiadają kontynuację okupacji do kolejnego posiedzenia Sejmu rozpoczynającego się 11 stycznia). Ustawa dezubekizacyjna została jednak przyjęta przez Sejm zgodnie z planem, tj. 16 grudnia – po przeniesieniu przez marszałka Sejmu obrad w inne miejsce (Sala Kolumnowa). Następnie, 20 grudnia, przyjął ją również Senat. Zgodnie z ustawą, obniżone świadczenia emerytalne i rentowe nie będą mogły przekraczać średniej emerytury lub renty wypłacanej przez ZUS (w czerwcu 2016 r. przeciętna emerytura wynosiła 2053 zł, renta z tytułu niezdolności do pracy – 1543 zł, a renta rodzinna – 1725 zł). Świadczenia w nowej wysokości będą wypłacane od 1 października 2017 r. Obniżenie emerytur i rent, które dotyczy około 32 tysięcy osób, ma przynieść rocznie ponad 500 mln zł oszczędności w budżecie państwa. Oczywiście, próby zablokowania prac Sejmu nie mogły odbywać się pod hasłem obrony przywilejów emerytalnych dla wąskiej grupy skompromitowanych ludzi, więc opozycja posłużyła się wygodnym i nośnym medialnie hasłem „obrony wolnych mediów”.

Podobny mechanizm odwracania pojęć widać na demonstracjach KOD, które odbywają się pod hasłami „obrony demokracji”, ale w rzeczywistości są wyrazem ogromnej frustracji uprzywilejowanych środowisk, które w wyniku demokratycznych wyborów utraciły różnego rodzaju korzyści (np. dobrze płatne stanowiska w spółkach skarbu państwa, państwowych agencjach i instytucjach, dotacje z budżetu państwa, kontrakty na zamówienia publiczne, wysokie emerytury, a także przyzwolenie władzy na prowadzenie nieuczciwych interesów, oszustwa podatkowe itp). W imieniu społeczeństwa czy własnym? Jeśli chodzi o skalę demonstracji w ostatni weekend, to niektóre polskie i zagraniczne media mówiły o „tysiącach ludzi” protestujących w wielu miastach Polski, co miało sugerować masowe poparcie społeczeństwa dla działań opozycji. Według władz Warszawy pod Sejmem zebrało się około 2 tysięcy osób.

Natomiast według innych źródeł, w Warszawie protestowało kilkaset osób, a w kilku innych polskich miastach na ogół mniej niż 100 osób w każdym. Trudno więc uznać te demonstracje za powszechne i reprezentujące znaczą część społeczeństwa. Ponadto, wiarygodność władz Warszawy w szacowaniu liczby uczestników ulicznych demonstracji została poważnie podważona w maju 2016 r., gdy liczebność opozycyjnej demonstracji oszacowano na 240 tysięcy, choć w opinii praktycznie wszystkich innych źródeł (prorządowych i opozycyjnych) demonstrowało wówczas około 50 tysięcy osób (była to największa i jedyna takiej skali demonstracja opozycji). Te zawyżone szacunki nie powinny jednak dziwić biorąc pod uwagę, że władzę w stolicy sprawuje obecna opozycja parlamentarna (prezydentem Warszawy jest Hanna Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodnicząca PO). 4 Przygotowanie i opracowanie: Reduta Dobrego Imienia Polska Liga przeciw Zniesławieniom Słabnąca frekwencja na demonstracjach opozycji może świadczyć o tym, że polskie społeczeństwo zaczyna być zmęczone awanturniczym i destrukcyjnym stylem działania opozycji, która nie ma do zaproponowania nic konstruktywnego – jedynie histerię i kolejne demonstracje. Wydaje się też, że Polacy zaczynają zdawać sobie sprawę z manipulacji liderów opozycji, którzy udają męczenników walczących o interesy społeczne, a w istocie traktują społeczeństwo instrumentalnie i cynicznie wykorzystują je do walki o własne interesy.

Destabilizacja Polski to destabilizacja UE

Jak wspomniano, opozycja dąży do obalenia demokratycznie wybranego rządu, przejęcia władzy i przywrócenia – korzystnego dla siebie, ale nie dla społeczeństwa – oligarchicznego porządku z lat 2007- 2015. Opozycja dąży do tego za wszelką cenę, nie bacząc na interes Polski i polskiego społeczeństwa, a także wizerunek Polski za granicą. Wydarzenia z 16 i 17 grudnia 2016 r., a także ostatnich dni i tygodni, pokazały, że „totalna opozycja” zaczyna posuwać się do coraz bardziej niebezpiecznych i nieodpowiedzialnych działań, zmierzających w kierunku destabilizacji i anarchizacji państwa. Za takie należy uznać paraliżowanie obrad Sejmu poprzez blokowanie sejmowej mównicy i okupację sali plenarnej, w tym chęć uniemożliwienia uchwalenia ustawy budżetowej na 2017 r., co w konsekwencji mogłoby doprowadzić do przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Równie groźne są niedawne nawoływania liderów opozycji do „wypowiedzenia posłuszeństwa władzy”, a nawet użycia siły w stosunku do rządu, co otwarcie sugerowali byli prezydenci – Lech Wałęsa i Bronisław Komorowski.

W ostatnich dniach miały miejsce przypadki fizycznych napaści na posłów i ministrów Prawa i Sprawiedliwości. Wyraźnie widać, że kolejne demonstracje opozycji są coraz bardziej agresywne i nastawione na konfrontację, włącznie z użyciem przemocy. Wydaje się więc, że działacze opozycji, którzy 13 grudnia uczestniczyli w antyrządowej demonstracji pod hasłem „Stop dewastacji Polski” powinni zastanowić się czy hasło to nie odnosi się do ich własnych działań. Antyrządowe działania podejmowane są przez opozycję również dlatego, że jest na to przyzwolenie instytucji europejskich (Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, Komisji Weneckiej), które tolerują te działania, a ponadto same prowadzą różne działania przeciwko polskiemu rządowi. Wydaje się, że rolą instytucji UE powinno być występowanie w roli bezstronnego arbitra dążącego do deeskalacji konfliktów w państwach członkowskich.

Tymczasem, w przypadku Polski, instytucje UE stały się stroną konfliktu, wyraźnie opowiadającą się po jednej ze stron politycznego sporu (po stronie opozycji), co ewidentnie prowadzi do eskalacji konfliktu, który zaczyna przybierać niebezpieczne formy. Jest zrozumiałe, że lewicowo-liberalne elity UE nie lubią konserwatywnego rządu w takim czy innym państwie członkowskim. Tym niemniej, od europejskich elit należałoby oczekiwać odpowiedzialności i działania w interesie UE. W tym kontekście należy pamiętać, że Polska to szósty największy kraj UE i ewentualna destabilizacja sytuacji w Polsce z pewnością nie pozostanie bez wpływu na sytuację w całej UE. A jak wiadomo, sytuacja w UE została już obecnie poważnie zdestabilizowana przez kryzys imigracyjny, zamachy terrorystyczne, nieustannie przedłużany stan wyjątkowy we Francji itp.

Tak więc, w interesie UE nie jest wywoływanie sztucznego problemu w Polsce, podczas gdy UE ma obecnie szereg rzeczywistych problemów (kryzys imigracyjny, Brexit i inne tendencje dezintegracyjne, sytuacja geopolityczna itd). Na koniec pytanie hipotetyczne, ale bardzo ważne. Jeśli w wyniku kolejnych, coraz bardziej agresywnych i konfrontacyjnych działań polskiej opozycji – prowadzonych za przyzwoleniem, a nawet z cichym poparciem instytucji UE – dojdzie w Polsce do rozlewu krwi, to czy opozycja i elity UE wezmą za to odpowiedzialność? Warszawa, 22 grudnia 2016

 


Polska widziana z Europy

Po 2015

Wiosna i jesienią 2015 nastąpiło w Polsce małe, bezkrwawe trzęsienie ziemi. Po 8 latach rządów lewicowo-liberalnej koalicji PO-PSL  wyborcy odrzucili ją masowo, glosując za blokiem centroprawicy, w którym główną  rolę odgrywa partia PiS. Koalicja PO-PSL przegrała zarówno wybory prezydenckie, jak i parlamentarne. Po8 latach rządów, które śmiało można nazwać rządami oligarchii  – wyprzedaży majątku narodowego ze strategicznymi  dziedzinami łącznie ( przemysł ciężki, stoczniowy, łączność, telekomunikacja) bogacenia się bogatych i coraz większego ubożenia biednych, manipulacji i fałszowania informacji , gwałcenia wolności słowa i zgromadzeń – społeczeństwo powiedziało dość. Zwłaszcza, że i cała przeszłość narodu, jego wielkie tradycje – podstawy narodowej tożsamości i dumy  były  w oficjalnych przekazach  systematycznie lekceważone , ośmieszane przez tzw. społecznie przemysł pogardy,  inicjowany i wspierany przez koalicję rządzącą.

Ale przegrani w tych wyborach nie umieli uznać swojej porażki , która dokonała się w  demokratyczny sposób, przy użyciu kartki wyborczej. Nowy rząd jeszcze nawet nie zaczął realizować swojego prospołecznego programu wyborczego a już stał się  przedmiotem   gromkich ataków ze  strony przegranych, a kiedy zaczął wcielać programowe obietnice w  życie  ataki stały się dniem powszednim rządzących i obywateli. Można by rzec, że niemal codziennie rozpalano nowe ogniska zapalne. Rozpoczęło się od próby zawłaszczenia Trybunału Konstytucyjnego (mianowanie niezgodnie z prawem nowych sędziów przez ustępującą formację), kiedy Prezydent i rząd PiS udaremnili te zakusy odpowiednią ustawą, kontynuowano wielomiesięczną blokadę TK przez niedopuszczanie do orzekania sędziów, wybranych przez nowo wybrany parlament. Spór o TK, oparty na całkowicie fałszywych, pozorowanych przesłankach przez reprezentantów Ancien regime’u  powoli wygasa. Ale co chwila znajdują się nowe okazje do podpalania Polski. Mechanizm jest prosty: opozycja najpierw wymyśla jakiś rzekomy stan faktyczny, tworzy „simulacrum”, a potem zawzięcie z nim walczy.

Wśród tych  simulacrów są – rzekoma faszyzacja życia społecznego, pogwałcone prawa kobiet, ostatnio doszła sprawa naprawdę niebywała – obrona przywilejów i niezwykle wysokich emerytur  byłych funkcjonariuszy aparatu  bezpieczeństwa  komunistycznego. Jako że w Europie, z wyjątkiem Węgier ,  w większości krajów członków UE, a i samej UE władają  podobne liberalno-lewicowe rządy,  jak odsunięta  w Polsce koalicja PO – PSL wszelkie skargi  reprezentantów ancien regime’u  są tam mile widziane i daje się im posłuch. Na dobitkę – skargi na rzekomą faszyzację, zagrożenie demokracji  płyną do Europy  od reprezentantów odsuniętego reżimu. Efekt jest taki, że Polska już parokrotnie była przedmiotem  debat w PE, KE  – sprowadzających się, niestety, wyłącznie do tego, że parlamentarzyści i komisarze dają ucha tylko jednej stronie sporu polskiego – dzisiejszej opozycji. Ostatnio zdarzyła się rzecz zgoła  niewyobrażalna – polski komisarz  w KE, Janusz Lewandowski oświadczył, że nie należy zajmować się Aleppo, ale Polską! Sugerując jakoby w Polsce  toczyły się jakieś walki, trwał  militarny zamach stanu , co absolutnie nie ma najmniejszego pokrycia w rzeczywistości. Po prostu dzisiejszej opozycji  a wczorajszemu reżimowi  za l e ż y n a tym, a by taki właśnie obraz  Polski propagować na Zachodzie. Bo nie tylko przegrali wybory, ale  wskaźniki poparcia społecznego tej formacji stanęły lub wręcz się obniżają.

Opozycja, ustami jednego ze swoich liderów, sama określiła się jako „totalna”, ale należałoby ją nazwać trafniej totalitarną.  Bowiem  partie, których jedynym programem jest  negowanie dokonań i  fundamentalnych reform rządu, tudzież rozpalanie ognisk  agresji  – na miano opozycji demokratycznej , współpracującej z rządem dla dobra wspólnego  nie zasługują. W Europie liberalno-lewicowej chętnie się takich , wrogich Polsce głosów słucha. Europa liberalno-lewicowa  , która nie umie sobie poradzić z wieloma kryzysami, w tym imigranckim, głównie  z powodu fałszywej ideologii  – nie zauważyła jeszcze , że  społeczeństwa, ludy w Europie  zaczynają się budzić, że ludzie rządzeni przez ideologiczno—korporacyjne oligarchie – zaczynają mieć takich rządów dość. U początków były Węgry, za nimi poszła Polska , a i zza Atlantyku po wyborach prezydenckich powiał  nowy wiatr. Węgry  szykanowano, prześladowano, ale w końcu  panowie Schulz, Timmermans, Verhofstadt i Juncker – odpuścili. Węgry to mały kraj, ale Polska? Za tłusty kąsek, za wiele  tu interesów  – oddanych w obce ręce banków, mediów. Walka rodzimych , wewnętrznych wrogów obecnej władzy w Polsce  – z rządem  to walka o coś więcej niż tylko powrót  do rządzenia, to walka na śmierć i życie  z nową , kształtującą się dopiero  wśród społeczności naszego kontynentu \- twarzą Europy.  I znowu, jak tyle razy w dziejach  – na nas, Polakach spoczęła wielka odpowiedzialność.

 

Kolejny polski Grudzień?

 

Grudzień 2016 zapisze się szczególnie dramatycznie w polskich dziejach. Nie dlatego, że sa tu jakiekolwiek analogie z Grudniem /70, kiedy komuniści  strzelali do strajkujących stoczniowców Wybrzeża czy tragiczny Grudzień 1981, kiedy ci sami komuniści pod wodzą Jaruzelskiego  ogłosili stan wojenny czyli wojnę z własnym narodem. Ale ktoś tu świadomie , cynicznie usiłuje wpisać politykę rządu PiS   właśnie w schemat wojny domowej, rzekomo wypowiedzianej społeczeństwu. Ktoś czyli dzisiejsza opozycja  partie PO, Nowoczesna a zwłaszcza niezwykle aktywny i równie agresywny KOD, Komitet Obrony Demokracji, sponsorowany z niejasnych źródeł ( niewykluczone że przez George’a Sorosa). Walka z rządem nabrała szczególnej dynamiki w grudniu – w ł a ś n i  e   dlatego, żeby dopisac się , jakże niegodnie!! Z bezwzględnym cynizmem  do listy męczenników „Faszyzującej władzy”, a przede wszystkim – niestrudzenie przedstawianego jako  dyktator  w rodzaju Stalina i Hitlera , świetnego przywódcy, jedynego chyba w tej chwili polskiego męża stanu, Jarosława Kaczyńskiego. To morze nienawiści, obelg , inwektyw, morze pomyj , jakie wylewa się codziennie na człowieka – bez najmniejszych osobistych korzyści, uczciwego, oddanego Polsce ,Polsce   i jeszcze raz Polsce – w kategoriach cywilizowanego kraju jest nie do pojęcia. Byle kto, jakiś osobnik bez wykształcenia , psim swędem  dyrektorujący jednemu z teatrów, od ostatnich wyborów poseł, Jaśnie Pan Nikt – bez zasług dla kraju  ośmiela się ubliżać i poniewierac człowiekiem, który całe  życie Polsce służy. Stopień barbaryzacji  tzw. opozycji

Może i zdumiałb y niejednego Europejczyka , gdyby zechciał uważniej wsłuchac się w głosy z Polski, nie tylko te płynące z podszeptów pp. Schetyny, Petru czy nikomu bliżej nieznanego lidera opozycji , Kijowskiego. Kijowski, sławny w Polsce  z tego, że nie płaci alimentów na własne dzieci, znajduje wspaniały odbiór u pp. Verhofstadta, Timmermansa et consortes w Brukseli.

Oto 10 grudnia, dzień , w którym PiS i polscy patrioci czczą  ofiary katastrofy smoleńskiej – mszą świętą , marszem , modlitwą. W Warszawie , na Krakowskim Przedmieściu  Panowie z Kod- ziastej opozycji  postanawiają tej modlitwie przeszkodzić – swoją barbarzyńską interwencją, kontr-marszem.  Dlaczego? Nawet nie bardzo wiadomo , nie – bo nie, nie będzie nam tu PiS żałob y swojej obchodził. Fundamenty kultury europejskiej , szacunek dla pamieci zmarłych – w świadomości manifestantów KOD  nie istnieje.   Nie udaje się  10, próbujemy 13, uderzają dotkliwie, boleśnie w ranę narodowej traumy , ofiary krwawe Grudnia 1981, ab y  w s  k a z a ć    ś w i a t u , że  grudzień 2016  jest pod rządami PiS   t aki sam   jak tragiczny Grudzień 1981. Tylko że dziwnym trafem – nikt z manifestantów nie zostaje  zaaresztowany, nie daj Boże, pobity – nic. Tak właśnie się zachowuje   ten „faszystowski” rząd PiS.

Nie udało się 13 ? próbujemy 16, w dzień tragicznej śmierci zamordowanych przez komunistów górników kopalni „Wujek”, w 1981. I tu już staje się jasne, że to, co się dzieje w polskim parlamencie ma wszelkie znamiona puczu , próby obalenia demokratycznie wybranej władzy  poprzez prowokację. Osobliwy sojusz  – b. Ubeków, reprezentantów PO,  Lecha Wałęsy  i jeszcze paru pań i panów wydaje odezwę , wzywającą   m.in. policje i wojsko  do  obywatelskiego Nieposłuszeństwa wobec rządu, \czyli – do rokoszu. Autor tego apelu, Wojskowy emeryt , niegdyś w służbie komunistycznego reżimu  – określa stan wojenny  jako „dość kulturalne” zjawisko. Morderstwa  i przemoc  noc y 13 Grudnia 1981 –  to była „jakas kultura”. Tak, bez wątpienia – bolszewicka. A cały apel tow. Pułkownika  jest w obronie

Byłych funkcjonariuszy policji politycznej, UB , potem SB, latami prześladującej  i mordując ej Polaków. Nic dziwnego, że do apelu przyłącza się komunistyczny zbrodniarz   ze Szwecji, nie poddany ekstradycji do Polski,  morderca sądowy lat stalinowskich , Stefan Michnik. Mały pretekst , 16 grudnia, wystarcza, aby podpalić lont. Propozycja zmiany organizacji pracy dziennikarzy w Sejmie staje się powodem zerwania obrad przez opozycję  (pod hasłem „Bronimy wolności  słowa” krzyczą ci, co jeszcze wczoraj tę wolność kneblowali), a następnie zablokowania mównicy sejmowej, zajęcia fotela Marszałka Sejmu. Rebelianci trwają tam do dziś. Wobec konieczności uchwalenia pilnie ustaw – budżetowej i tzw. dezubekizacyjnej – marszałek przenosi obrady do innej Sali. Ustawy, zgodnie z literą prawa uchwalone – okupacja trwa.  Gdy Sejm okupują politycy PO i Nowoczesnej, pod Sejmem  trwa manifestacja KOD. Któryś z KOD-ziarzy  rzuca świecę dymną na bruk, na bruku kładzie się człowiek (rzekoma ofiara policji), po chwili… wstaje I ODCHODZI. Na propagandowym filmiku  PO w sieci puszczana jest wersja o policji, która użyła gazów łzawiących i biła manifestantów!!! Rzecz idzie  – jako prawda w Zachodnich mediach – w Niemczech, we Francji, w agencjach  prasowych i medialnych! Podobnie jak  ogromna manifestacja Klubów Gazety Polskiej , popierająca rząd – przedstawiona w mediach zachodnich jako … manifestacja KOD- i innych przeciwników rządu.

A tymczasem  – jako tło puczu, do którego na szczęście nie doszło,  trwa niebywały barbarzyński spektakl. Posłankę PiS, opuszczającą parlament nocą po obradach dopada  – trudno to inaczej nazwać – tłuszcza , z wrzaskiem, inwektywami,  rzucająca w nią butelkami. Za chwilę  – były Prezydent RP, Komorowski, podobno arystokrata  skomentuje  rechotliwie: „Miałem satysfakcję  patrząc jak posłanka PiS umyka chyłkiem pod osłona policjantów” – no, gentleman prawdziwy, a i  „menszczyzna” jaki, ho, ho, ho !

Ale może najbardziej ponurym obrazem, którego nie  zapomnę – w wykonaniu niedoszłych puczystów , Kod-ziarzy jest haniebny spektakl pod Wawelem w Krakowie, 18 grudnia. Jarosław Kaczyński z rodziną, jak co miesiąc udaje się na groby brata i bratowej. Dzika tłuszcza  rzuca się pod koła  samochodu. „Protestuje”?!  Pytam – przeciw czemu – modlitwie brata czy własnemu człowieczeństwu.

Sprawa w Polsce jest poważna, bardzo poważna. Zachodnie media  nie mogą poprzestawać na zmanipulowanej, jednostronnej informacji. Różne scenariusze – dalszego  rozwoju puczu, junty antyrządowej w Polsce są wciąż  możliwe. Ważne , aby  wreszcie Europa jako całość zrozumiała, że  Polska ( i Węgry)  to nie są kraje  gotowe skapitulować przed zdychającą polityczną poprawnością, złowrogą w całokształcie swoich poczynań. Że od Węgier  i Polski  rozpoczęło się   w XIX wieku zrzucanie tyranii . I da Bóg zakończy się  u progu XXI Wieku. Zanim Europa  – przestanie istnieć  jako fundament naszego bytu, tożsamości i kultury.

Elżbieta Morawiec


Dość kłamstw o Polsce

Europa po raz kolejny została dotknięta tragedią. Atak, przypominający ten z Nicei, pokazuje jakie są realne zagrożenia stojące przed współczesnymi państwami demokratycznymi. W imię krwawej wojny ze światem Zachodu terroryści od lat mordują niewinne osoby. Podczas ostatniego ataku w Niemczech brutalnie zamordowany został Polak i kilkunastu niemieckich obywateli. Polski kierowca TIR-a był pierwszą ofiarą zamachu w niemieckiej stolicy.

Zamach w Niemczech nakazuje poważnie spojrzeć na wyzwania stojące przed demokratycznymi krajami Europy. Wojna z terroryzmem, niekontrolowany napływ migrantów, zagrożenie ze Wschodu, agresywna polityka Rosji w wielu rejonach świata, wyzwania geopolityczne – dziś państwa powinny poważnie podchodzić do globalnych wyzwań, jakie niesie współczesny świat. Polska władza dobrze diagnozuje zagrożenia i realnie walczy o ich neutralizację w swoim kraju. W polityce zagranicznej stara się rzetelnie, na podstawie twardych faktów oceniać sytuację na świecie i zwracać uwagę partnerom na zagrożenia. Niestety z czasem okazuje się, że miała rację, ale nie chciano jej słuchać. Tym bardziej gorszące jest to, co w Polsce robi opozycja, co światowe media mówią o moim kraju.

W Polsce trwa brutalna wojna polityczna z rządem. Dobrze zorganizowana kampania obstrukcji prowadzona przez opozycję nie zyskuje społecznego poparcia, ale ma duży rezonans, z racji powiązań polityków opozycji. Media bezrefleksyjnie powtarzają slogany o zagrożeniu demokracji w Polsce, mówią o rządach niebezpiecznych i wywołujących bunt w moim kraju. Tymczasem prawda jest zupełnie inna – w Polsce trwa walka starych elit, które po latach rządzenia zostały odrzucone, z nowym środowiskiem, które w ramach demokratycznego procesu politycznego przejęło władzę i wprowadza zmiany. Nie robi tego zaskakując obywateli, robi dokładnie to, co zapowiadało w kampanii wyborczej, dzięki czemu wygrało.

Niestety mało kto rozumie, co de facto ma miejsce w moim kraju. Elity dominujące w Polsce przez ostatnie dekady straciły poparcie społeczne w sposób na tyle jednoznaczny, że reformatorski plan PiS zyskał poparcie bardzo szerokich mas społecznych. Po raz pierwszy w historii III RP jedna partia uzyskała większość w Sejmie. I realizuje zapowiadane reformy. Wywołują one wściekłość, bowiem przekierowują strumień publicznych pieniędzy w nowe, dotąd marginalizowane kierunki i obszary. Polskie państwo zaczęło prowadzić efektywną politykę prorodzinną, zaczęło realnie walczyć z korupcją, ograniczać luki podatkowe, zmniejszać drenaż polskiej gospodarki przez obcy kapitał, a także wyrównywać szanse społeczne, przez prowadzenie innej polityki socjalnej. Zaczęło prowadzić nową politykę historyczną, która zakłada m.in. zniesienie przywilejów dla funkcjonariuszy totalitarnego komunistycznego kraju, jakim był PRL.

To wszystko uderza w interesy tych, którzy przyzwyczaili się do rządzenia Polską. Dane ekonomiczne, ogromne rozwarstwienie społeczne, którego dramatycznym objawem była skala ubóstwa i głodu wśród dzieci, skala wyzysku polskiej gospodarki, problemy demograficzne pokazywały jednoznacznie, że dotychczasowa polityka rozwojowa Polski była dla Polaków nieskuteczna, a wręcz szkodliwa. Obecne zmiany mają na celu wypracowanie nowych kanałów redystrybucji publicznych pieniędzy. Na tej zmianie grupy polityczne, które dominowały w Polsce, tracą i będą tracić. Zyskują Polacy, tracą ci, którzy rządzili. A ponieważ mają wypracowane możliwości, kontakty zagraniczne i przychylność zagranicznych partii, polityków i mediów są głośni. Jednak nie mam wątpliwości – nie po ich stronie leży racja. Beneficjentami rządów PiS są Polacy. Obecna władza zrobiła dla swojego narodu więcej w rok, niż poprzednia koalicja przez dwie kadencje rządów.

Dziś w Polsce nie toczy się walka obrońców demokracji z totalitarnym rządem. Toczy się walka brutalnych przeciwników PiS z rządem, który chce przeformułować życie społeczno-polityczno-gospodarcze. Ma do tego mandat, prawo i przyzwolenie społeczne. Choć przeciwnicy rządu są coraz brutalniejsi, próbują zdezorganizować życie kraju, coraz głośniej krzyczą i prowadzą działania niszczące dobre imię Polski, PiS nie utracił zaufania społecznego. Przedstawianie Polski, jako kraju niedemokratycznego, jest nieuzasadnione i nieprawdziwe. Rząd ma stabilną większość i ma pełne prawo rządzić. Nigdy, ani na moment, nie utracił społecznej legitymacji. Społeczeństwo legitymacji tej nie udzieliło poprzedniej władzy. To poprzednia władza została odrzucona i nie chce się z tym pogodzić.

Gdy świat walczy z terroryzmem, gdy Europa zmaga się z kolejną tragedią, gdy świat patrzy na Aleppo, gdy NATO patrzy z niepokojem na zagrożenie ze strony Rosji w Polsce trwa infantylny taniec odrzuconych elit, które brutalnie i niedemokratycznie walczą o powrót do władzy. Niestety zyskują przy tym zupełnie nienależny posłuch na świecie.

Dziś, patrząc na tragedię w Niemczech, należy jednoznacznie wskazać, że destabilizacja demokratycznego kraju, szczególnie w tak niebezpiecznym dla Europy i świata momencie może mieć bardzo dramatyczne skutki dla nas wszystkich.

Bez względu na to, co mówi i robi opozycja, Polska jest wiarygodnym sojusznikiem i partnerem zachodnich państw, prowadzi wojnę z terroryzmem, współdziała z partnerami w ramach NATO i spotkań roboczych dot. walki z terroryzmem. Nigdy nie uchylała się od obowiązku pomocy sojusznikom, zawsze prowadziła odpowiedzialną politykę, stawiając na pierwszym planie bezpieczeństwo nie tylko swoich obywateli, ale i całej Europy. Obecnie to nie rządy PiS destabilizują mój kraj, robią to politycy opozycji niemogący się pogodzić z demokratycznym wyborem Polaków.

Tomek A. Klichowski


Politycy – biznesmeni bogacą się na słabnącej gruzińskiej walucie

Gruzińska waluta LARI (GEL) umiera.

Biznes przeciw polityce czy biznes polityczny?

W Gruzji wszystkie sfery się przenikają, zwłaszcza po wyborach w październiku 2012 roku. Władzę przejęła wtedy partia Georgian Dream – Marzenie Gruzji (Qartuli otszneba). Nazywamy członków tej partii  „Marzycielami”).

 

Początkowo przywódcą tej grupy był miliarder Bidzina Ivanishvili. Prezydentem został Giorgi Margvelashvili, ale Gruzini z łatwością mogą zauważyć jak Bidzina manipuluje sceną polityczną zza kulis. Po wyborach większość w parlamencie mają Marzyciele, a mniejszością jest Partia Narodowa rządzona wcześniej przez Mikheila Saakashvili . Teraz partia rządząca zaczęła walczyć z opozycją. Wszystkie teczki ministrów należą do „Marzycieli”, jedynie szef Banku Narodowego pochodzi z Partii Narodowej.

Trzeba także zauważyć, że Bidzina Ivanishvili prowadzi politykę prorosyjską, podczas gdy Mikheil Saakashvili optował za polityką proamerykańską (gdy wcześniej był prezydentem). Miliarder Bidzina wie, jak grać walutami i zarabiać na tym pieniądze. Jeżeli coś szło nie tak ekonomicznie, to można było zwalić winę na dyrektora Narodowego Banku, który był członkiem Partii Narodowej. Dla Marzycieli to był bardzo dobry sposób, by ukryć swoje nieczyste i szkodliwe dla kraju poczynania.

Od października 2012 roku  odnotowaliśmy ogromne zmiany kursu LARI:

2012 :                            1 USD =1.6633 GEL

2016 :                             1 USD = 2.6154 GEL

http://currency.boom.ge/index.php?month=12&year=2016

W rezultacie błędnej polityki ekonomicznej Marzycieli i wywołanego tym kryzysu nastąpił:

  1. Wzrost kosztów życia
  2. Bardzo niskie pensje
  3. Inwestorzy i obywatele w trudnym położeniu
  4. Zamykane firmy

Powodem jest polityka. Słaba polityka jest przyczyną naszej tragedii. Krok po kroku biznes walczący z polityką czy też biznes prowadzony przez polityków sprawia, że ubożejemy.

Osłabienie gruzińskiej waluty jest dla Gruzji groźniejsze niż politycy – bogacze sądzą. Mamy jednak nadzieję na zmiany.

 

 


Opozycja blokuje Sejm

W ciągu ostatnich kilku dni wydarzyło się w Polsce wiele. W piątek, 16 grudnia, kiedy większość z nas przygotowuje się do świąt Bożego Narodzenia Sejm głosował nad budżetem na 2017 roku oraz nad obniżeniem emerytur byłym, komunistycznym agentom bezpieczeństwa. Po tym, jak marszałek Sejmu, Marek Kuchciński nie dopuścił do głosu posła opozycyjnej PO, Michała Szczerby, członkowie partii opozycyjnej zablokowali mównicę, blokując dalszą pracę Sejmu.

W tej sytuacji posłowie koalicji przenieśli się do innej sali, gdzie przegłosowali ustawy. Rozpoczęły się demonstracje zarówno popierające opozycję, jak i rząd.

Dodatkowo, z wielce tajemniczych powodów, został utrudniony dostęp do publicznej telewizji.

Krótki samouczek jak się robi "ofiarę policyjnej brutalności" pisowskiego reżimu. To tylko jeden z dowódów na to, że mamy do czynienia z cynicznymi prowokatorami a nie z "zatroskanymi obywatelami walczącymi o demokrację". Zwracam też uwagę na petardy lecącę w stronę policjantów.

Opslået af Leszek Dobrzyński på 17. december 2016

Opozycja stara się za wszelką cenę przekonać, że legalne demonstracje są siłą niszczone przez policję, co ilustruje film, na którym „ofiara” sama kładzie się na ulicy.


Ryszard Legutko obnaża absurdalność debaty o Polsce na forum UE

14 grudnia odbyła się w Parlamencie kolejna debata dotycząca Polski. Janusz Lewandowski, eurodeputowany z ramienia opozycyjnej wobec rządu partii PO mówił o Polsce, że jest „chorym ogniwem” UE.

http://audiovisual.europarl.europa.eu/AssetDetail.aspx?id=bdf030a6-b341-492c-9aba-a6dc0107e5ef

Ryszard Legutko, europarlamentarzysta z ramienia rządzącej obecnie w Polsce partii konserwatywnej PiS powiedział:

 

 

Mr. Speaker,

Ladies and Gentlemen,

 

I znowu robicie Państwo kolejny Orwellowski spektakl, mam nadzieję, że ostatni, choć znając tę izbę nigdy nic nie wiadomo.  Jak poprzednio, decyzja to bezsensowna, niesprawiedliwa, skrajnie stronnicza i niczym nie poparta.

 

Nie ma problemu ustawy o zgromadzeniach. Nie ma żadnych ograniczeń komukolwiek prawa do demonstracji w Polsce. Czy wyrażam się jasno? Nie ma. To po co zawracacie ludziom głowę? Jak można tak skrajnie rozmijać się z faktami?

 

Albo weźmy konwencję stambulską. Stanowisko polskiego rządu jest wyraźne. Jesteśmy przeciw przystąpieniu Unii do tej konwencji, bo kłóci się z traktatami. Zresztą nie tylko polski rząd jest przeciw. I proszę, nie pouczajcie nas w kwestii przemocy wobec kobiet. Pod względem wobec przemocy wobec kobiet Polska jest na ostatnim miejscu w Europie. Tak, na ostatnim, najmniej przemocy. Kraj pana przewodniczącego Timmermansa, Holandia i Pana przewodniczącegi Verhofstadta są wysoko w tym niechlubnym rankingu, kilka razy więcej przemocy niż w Polsce.

Utopiliście wszystko, co się da utopić w politycznej poprawności, niszczycie nią kulturę i język, topicie w niej edukację, którą zastępujecie indoktrynacją. I co? I nic. Może przyjdziecie do nas, do Polski, po naukę, jak się robi, by kobietom nie działa się krzywda. Na naukę podobno nigdy nie jest za późno. Chyba, że z tej zasady wyłączymy elitę polityczną UE.

 

Pan, Panie przewodniczący Timmermans, ciągnie z uporem sprawę Trybunału Konstytucyjnego, domagając się, by był on zdominowany przez nominatów jednej strony sporu politycznego w Polsce. Poniekąd mogę to zrozumieć. Przyzwyczailiście się Państwo, że w Unii od czasów niepamiętnych rządzi jedna koalicja i fakt, że w jakimś kraju może być zróżnicowanie stron, że TK się spiera, traktujecie jako anomalię. Podobną politykę prowadzi zresztą Komisja Wenecka, która w lutym tego roku w Polsce nawet nie raczyła się spotkać z sędziami Trybunału mającymi inne zdanie, a ich pisemną opinię wrzuciła do kosza. I jak tu szanować opinię Komisji Weneckiej?

Więc nie mówcie, że chodzi wam o wolność, bo o nią chodzi wam najmniej. Chodzi wam o zachowanie monopolu jednej strony, waszej. Choćbyście nie wiem, jak długo mówili o wartościach europejskich, coraz mniej macie z nimi wspólnego. Nie przestrzegacie traktatów, nie szanujecie zasady pomocniczości, nie szanujecie innych poglądów niż wasze, nie szanujecie zasad racjonalnej dyskusji. Nie uznajecie rzymskiej zasady, że trzeba wysłuchać drugiej strony[1]; nie przestrzegacie innej rzymskiej zasady, że nikt nie jest sędzią we własnej sprawie[2]. To wyalienowanie się elit unijnych z kultury europejskiej, które obserwujemy od pewnego czasu jest faktem zasmucającym i fatalnie rokuje.

 

Niedawno razem z moim kolegą Tomaszem Porębą napisałem do Pana obszerny list, wskazując na rażące, powtarzam, rażące błędy w stanowisku Pana i Komisji Europejskiej.[3] Nie chodzi o interpretację; chodzi o poważne błędy rzeczowe dotyczące polskiej konstytucji i polskiego prawa. Pan swoim zwyczajem wszystkie te uwagi zignorował albo ich nie zrozumiał. To stara metoda. Udawać, że czegoś nie ma. Niewiedza, lub udawanie niewiedzy daje to przyjemne poczucie komfortu. Prawda jak to wszystko wygląda prosto, jeśli nie trzeba odpowiadać na argumenty i wystarczy cały czas śpiewać tę samą arię przy klaszczącej widowni?[4]

 

To wszystko jest niestety fragmentem większej całości. Unia zamiast się stabilizować jest rozkołysana i wy za to ponosicie niemałą odpowiedzialność. Antagonizujecie społeczeństwa, pogłębiacie podziały – nie tylko w Polsce . Spójrzcie, jak gotuje się w większości krajów europejskich. Zamiast zjednywać sobie sojuszników, tworzycie w szybkim tempie nowych wrogów, nie reformatorów takich jak ja i moja grupa, lecz wrogów. Ale to nie może trwać wiecznie. Dedykuję Wam zdanie ze Starego Testamentu z Księgi Przysłów: Wyniosłość kroczy przed porażką, a duch pyszny przed upadkiem.

 

Pride goeth before destruction, and an haughty spirit before a fall

[1] Łac.  Audiatur et altera pars.

[2] Łac.  Nemo iudex in causa sua. 

[3]

[4] Por. uzasadnioną, szczegółową opinię 15 ekspertów : http://www.sejm.gov.pl/media8.nsf/files/ASEA-ADRKBW/$File/Raport%20Zespo%C5%82u%20Ekspert%C3%B3w%20do%20spraw%20Problematyki%20Trybuna%C5%82u%20Konstytucyjnego.pdf


VFE, Gruzja i obywatelski Zachód

Na Twitterze znajduje się konto „Gruzja rośnie”. Jest to promocyjne konto, pokazujące osiągnięcia Gruzji w polityce, ekonomii, kulturze, biznesie, sporcie i wszelkich innych sferach życia. Lubię to konto, ponieważ można dzięki niemu zaobserwować widoczny sukces Gruzji, również jej rozwój ekonomiczny. Tak, Gruzja ma dobre wskaźniki ekonomiczne, głównie makroekonomiczne. Niestety, największym problemem naszego społeczeństwa jest bieda. Makrooekonomiczne sukcesy Gruzji wciąż nie przekładają się na poprawę życia większości jej mieszkańców. Bezrobocie oraz niskoplatne prace to powody ogromnej biedy.

Voice Free Europe to sieć międzynarodowa, a wielu jej członków wywodzi się z bogatych krajów Zachodu. Gruzja potrzebuje pomocy humanitarnej. VFE nie jest funduszem finansowym, ale moglibysmy taki fundusz pomocy ekonomicznej stworzyć. Wiem, że przyjaciele i partnerzy Gruzji są gotowi by pomóc biednym gruzińskim rodzinom. Jestem pewny, że jest to chwilowy problem i że w przyszłości bogata Gruzja będzie z kolei mogła pomóc innym rozwijającym się państwom.

Gruzja politycznie jest zorientowana prozachodnio. Główne cele mojej ojczyzny to integracja z NATO i Unią Europejską. Rosja, nasz sąsiad, postrzega republiki, które powstały po rozpadzie Związku Radzieckiego, jako strefę swoich wpływów. Włączając w to Gruzję. Brak zgody Rosji na naszą integrację transatlantycką i europejską załamuje te dążenia. Zachodnie kraje nie chcą bowiem konfliktu z tym agresywnym krajem. VFE jako międzynarodowa sieć może odegrać rolę politycznego lobby dla Gruzji w zachodnich instytucjach.

Jako, że główna siedziba VFE to Polska, możemy również wybrać jako priorytet rozwój relacji polsko- gruzińskich w różnych sferach życia. W Gruzji mieszka wielu Polaków. Przyjaźń i solidarność pomiędzy naszymi narodami i krajami ma długą historię. Musimy wzmacniać więzi pomiędzy naszymi krajami, zwłaszcza, że Gruzja i Polska są oficjalnie strategicznymi partnerami. Jestem pewien, że VFE odegra pozytywną rolę, by polepszyć sytuację w Gruzji!
       .

Jak tłumaczyć prawdę o aborcji?

W zeszłym tygodniu przedstawiciele fundacji Życie i Rodzina w Katowicach podczas pikiety antyaborcyjnej otrzymali od policjantów mandaty w wysokości 500 zł. Mandatów nie przyjęli, ale, co ciekawe, chciano je wręczyć każdemu z uczestników spotkania, także przypadkowym przychodniom, którzy przystanęli, by porozmawiać.

We Francji zabroniono emisji spotu z dziećmi chorymi na syndrom Downa, ponieważ mógł on zakłócić kobietom będącym w ciąży z dzieckiem z tym syndromem podjęcie decyzji o aborcji.

Rząd Francji ma również zamiar ograniczyć działalność stron internetowych, które mogłyby wpłynąć na dobrowolną decyzję dotyczącą przerywania ciąży. Taka działalność miałaby być uznawana za przestępstwo.

Pytanie brzmi, w jaki sposób bronić prawdy o aborcji i jak tłumaczyć, czym rzeczywiście jest?

Drastyczne środki wyrazu w postaci plakatów z abortowanym płodem mogą być silnym wstrząsem, ale jednocześnie dla wielu w przestrzeni publicznej trudne do zniesienia. Drugie pytanie brzmi, jak możemy bronić się przed dyskryminującymi praktykami, zakazującymi głoszenia tej prawdy?